sobota, 14 czerwca 2014

List III

          Conroy, 
wybacz za moje milczenie. Długie, przypominające śmierć, jednak przyczyniłeś się do niego. Przez myśl nie przechodzi mi nadal, że to wszystko co się zadziało dla ciebie nic nie zmieniło. 
Nie umiem już napisać na początku tego listu "drogi, kochany". Najchętniej na samym początku napisałabym, jak to ciebie nienawidzę, że zabiłabym cię tępym nożem. Jednak cię kocham. Kocham, wiesz co to znaczy? To coś silnego. Dla mnie to nagła nostalgia. 
         Nigdy się nie zmienisz. Zniszczyłeś mnie, całą mnie. Każde moje uczucie uległo zniszczeniu. Nie mogę myśleć, spać, normalnie żyć. Zniszczyłeś mnie... Każda część ciała, którą niegdyś dotykałeś niemiłosiernie mnie pali, usta krwawią. Zabiłeś mnie od środka...
Właśnie za to tak cię nienawidzę, a zarazem kocham. To tak chaotyczne i niewyobrażalnie trudne do pojęcia, ale zniosę, zniosę to dla ciebie. Wiem, że nie wytrzymam długo, że upadnę, będę ciebie wołać, a ty zaśmiejesz mi się i spluniesz w twarz. 
        Jeszcze nigdy nie płakałam przez kogoś, tak jak płaczę teraz przez ciebie. Te łzy są tak ciężkie, nie...
Nie wytrzymam tego wszystkiego. To nie dla mnie, ale ja chcę ciebie. Chcę tą świadomość, że mogę wpaść bez strachu w twe ramiona, wsłuchiwać się w twoje bicie serca, ale czy cuda istnieją? Nie pozwolisz mi rozwinąć skrzydeł. W końcu mi je uciąłeś... Może stąd te krwawe ślady na moich rękach. Trzęsą mi się znów ręce. Nie uratujesz mnie, ale otwórz tylko drzwi...

PS. Przepraszam za te ślady krwi na kartce. Kartka jest wilgotna, też płakałam, przepraszam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz