"Ja tam wolę być nieszczęśliwy, niż pozostać w stanie tej fałszywej, kłamliwej szczęśliwości, w jakiej tu żyję..."
Drogi Conroy,przed oczami przelatuje mi twój ironiczny uśmiech, jednak jest on nie dość wyraźny abym mogła się nim napawać każdą chwilą. Miejsce... Właściwie nie wiem jakie miejsce.
Między wspomnieniami a światem rzeczywistym, w mojej głowie wybudowałam wielką ścianę. Wszystko jest jednakowe. Ilu ludzi żyje obok mnie? Ostatnio liczyłam gwiazdy, kalkulowałam, mnożyłam. Jednak wszystkie były tak podobne do siebie. Nie umiałam się połapać, które już liczyłam, a które jeszcze nie.
Kiedy już dobiję się do sedna całego swojego życia, przypominam sobie, że jestem sama. Moje łzy spływają po policzkach niczym nienawiść do miłości. Boję się odrzucenia. Dla ciebie nie istnieję. Popadając w paranoję, staje się dla siebie obca.
Ciągle się zastanawiam, co robi moja miłość, mój ukochany. Właśnie, co robisz? Pewnie nawet nie przemknie ci przez myśl, że taka mała osóbka jak ja, nie znacząca nic wiele w świecie, pisze do takiej osoby jak ty. Ty nie wiesz, że istnieję. Wiesz, ale nie do końca.
Znasz mnie z imienia i z wyglądu. Reszta jest ci obca, jak mnie to, że będziesz kiedyś bliżej.
W tym wszystkim największą komedią jest, to że ja sama nie umiem siebie pojąć. Stojąc godzinami przed lustrem, wpatrując się w swoje odbicie, twierdzę stanowczo "to nie ja". Taka mantra w uszach... Czy ten list nie jest zbyt krótki? Boję się, że kartkę poplamię krwawymi łzami. Boje się odrzucenia.
PS. Mam nadzieję, że chodź trochę przejaśniłam twoją pamieć i domyślisz się kim jestem.
Pragnienie, czyli Ida
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz